O autonomii cielesnej wciąż decydują polityka, religia i medycyna — a język formularzy i akt sprawy sprawia, że wydaje się to normalne.
Koncepcja, research, wszystkie 15 plakatów, sześć animacji, projekt wystawy. Samodzielny projekt magisterski.
Piętnaście plakatów i sześć animacji pokazanych na wystawie dyplomowej UMCS w Lublinie; jeden plakat wybrany na Międzynarodowe Biennale Plakatu w Lublinie.
Prawa reprodukcyjne i autonomia cielesna — prawo do decydowania, do antykoncepcji, do bezpieczeństwa, do własnego głosu — pozostają przedmiotem politycznej, religijnej i medycznej kontroli. Protesty w Polsce, Iranie, Stanach Zjednoczonych i Ameryce Łacińskiej pokazują, że ciało kobiety traktuje się jak terytorium do zarządzania. To także miejsce oporu.
To, co system traktuje jak „przypadek”, odzyskuje głos, ciało i imię. Czerwień, kropla po kropli, wraca tam, skąd została wymazana.
„Nikt nie ma prawa decydować za mnie” — zdanie, które powtarza każdy plakat.
Materia. Stary pognieciony papier pakowy i karton, pęknięcia, rozdarcia, kleksy, odciski palców, papier gazetowy. Powierzchnia nosi ślady ciała i czasu — jest dowodem, nie tłem.
Prawie monochromatycznie. Czerń i kolor papieru oraz jeden czerwony akcent, który pada tylko na słowo-klucz: WYBÓR, JA, PRAWA, BEZPIECZEŃSTWO, AUTONOMIA. Czerwień to krew, alarm i pieczątka jednocześnie.
Język systemu. [CASE ID], [EVIDENCE], ERROR / ACCESS DENIED, captcha „nie jestem robotem”, krzyżówki, okna dialogowe, akta, pieczątka SIGNED BY HER. Estetyka instytucji, która zamienia człowieka w przypadek.
Trzy głosy typograficzne. Ciężka groteska na krzyk, maszyna do pisania dla instytucji, pismo odręczne dla osoby.















Na wystawę animowałam sześć plakatów: captcha wciąż nie przechodzi, krzyżówka się rozrywa, litery nie chcą ułożyć się w zdanie.
Każdy plakat przechodził ten sam rytm: najpierw research i szkicowanie — rysunek anatomiczny, portret, twarz w dłoniach. Potem ręcznie robione tekstury: podarty papier, plamy tuszu, odciski palców, czerwone ślady odbite z dłoni. Potem „wchodzi system”: cyfrowe okna błędów, captcha, pieczątki i czarne paski cenzury nałożone na żywą materię. Na końcu wersjonowanie — niektóre plakaty przeszły ponad tuzin wariantów, zanim kluczowe słowo trafiło na właściwe miejsce, a kilka plakatów wypadło z serii, bo powtarzały zdanie, które już padło.








Seria jest zaprojektowana jako kampania wielokanałowa i instalacja przestrzenna, pokazana na wystawie dyplomowej UMCS w Lublinie. W galerii plakaty wchodzą w dialog z estetyką sterylnego szpitalnego korytarza: białe ściany, materiały opatrunkowe, cisza przerywana oddechem i biciem serca. „Weź, czego potrzebujesz” żyje też poza galerią — na słupie, na przystanku, na ścianie toalety — gdzie naprawdę można oderwać pasek z prawem na nim.

